Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Strony WWWSerwery VPSDomenyHostingDarmowy Hosting CBA.pl

Na koniec odmiana

Ostatni etap projektu „odkrywać siebie – kształtować świat” w ramach PO WER to wyjazd do Florencji.

Poprzednie moje sprawozdania z wyjazdów to były pamiętniki podróży. Tym razem nie udało się. Poprzednie moje wyjazdy to plan zakwaterowania u rodziny, tym razem miało być inaczej. Miałam mieszkać samodzielnie w sercu Florencji. Skończyło się jak zwykle. Na 2 dni przed wyjazdem plany się zmieniły. Musiałam się zdecydować na zmianę zakwaterowania – mieszkanie z panią, której mieszkanie było około 3 km od centrum a jej język angielski miał być komunikatywny.

Pierwszy dzień to oczywiście podróż Katowice – Bolonia – Florencja ( samolot – autobus – pociąg). Przyjazd popołudniem, trafiłam pod dobry adres, choć nie bez kłopotów. Pierwsze spotkanie z gospodynią – bardzo udane. Co prawda jej angielski bardzo podstawowy, ale chęć pomocy ogromna. Już pierwszego dnia podprowadziła mnie do szkoły, wieczorny spacer po mieście sprawił mi dużą frajdę, pyszne włoskie lody dopełniły całości. Już byłam szczęśliwa, że znalazłam się w tym właśnie miejscu.

Od poniedziałku rana rozpoczęłam swój kurs Europass coaching course. Po porannej kawie z moją gospodynią udałam się w długi spacer przez Florencje do serca miasta, gdzie znajduje się nasza szkoła Europass. Z małymi problemami trafiłam. Zjadłam przygotowane śniadanie, byłam przed czasem. Kurs rozpoczęliśmy o godz.9.00. W mojej grupie były 2 Finki, 2 Greczynki, 2 Portugalki, ja i nasz prowadzący Dawide – Włoch. Mój wybór okazał się trafiony. Bardzo jestem zadowolona z kursu, prowadzącego, grupy. Prowadziło nam się świetnie zajęcia. Napisałam prowadziło, bo wszyscy bardzo aktywnie współtworzyliśmy te zajęcia. Zajęcia zajmowały mi pół dnia 9.00 – 13.00 z dwiema przerwami. Oczywiście na przerwach udało mi się znaleźć, dzięki wskazówkom Dawide, pobliski bar, gdzie mogłam rozkoszować się pyszną włoską kawką. Zresztą dosyć szybko kilka osób ze szkoły dołączyło do mnie.

Oczywiście po zajęciach przyszedł czas na Florencję. Miasto jest przepiękne. Jako że ja byłam już pod koniec kwietnia, mogłam przy pięknej słonecznej pogodzie, długim dniu, rozsmakowywać się w atrakcjach miasta.

Pierwszy dzień to raczej był rekonesans. Bez planu ruszyłam w miasto. Po pierwsze rozejrzeć się, po drugie nabrać pewności, gdzie i co się znajduje. Z mapą i szeroko otwartymi oczami udało mi się pospacerować po centrum, wrócić dość wcześnie do domu i z moją uczynną gospodynią pójść do pobliskiego marketu. To jedyny dzień, gdy przygotowałam sobie kolację w domu. Pobliski restauracje w poniedziałki były zamknięte. Moja Giovanna (imię mojej gospodyni) wytłumaczyła gdzie mam robić zakupy, bo taniej (Biedronki nie było :)).
Okazuje się, że Włosi też mogą być oszczędni pomimo ich lepszego statusu finansowego. Nasze dialogi były trudne, bo ja po angielsku, ona raczej po włosku, ale koniec końców jakoś się udawało. Mocna potrzeba komunikacji pomogła.

Poranki wyglądały dość podobnie, poranna kawa z Giovanną, wczesne wyjście z domu, zakupy w pobliskiej piekarni, spacer przez miasto. Bardzo ciekawe zajęcia w szkole. Budynek był jednym z wielu pałaców w mieście. We wtorek udało mi się wybrać po lunchu na wspólną wycieczkę po mieście. Udało mi się trafić do świetnej restauracji, gdzie już codziennie spędzałam wieczór rozkoszując się przepyszną włoską kuchnią.

Środa to wejście do Galerii Uffizi, ogromna wystawa ważnych dla naszej cywilizacji dzieł sztuki. Renesans florencki to pionierzy renesansu w Europie. Po męczącym dniu wracałam do domu, żeby po drodze nabrać sił w zaprzyjaźnionej restauracji. Kelner tłumaczył mi co dzień, co mają w menu, które codziennie miało inny wybór.

Czwartek to znów wycieczka z grupą po mniej uczęszczanych miejscach Florencji. A potem wizyta w Galerii dell’Accademia. Tam znajduje się oryginał Dawida Michała Anioła i jeszcze sporo innych dzieł sztuki. Tłumy turystów, które odwiedzają Florencję chce zobaczyć właśnie tę rzeźbę.

W piątek odwiedziłam Muzeum Narodowe Bargello, które znajduje się w jednym z najstarszych budynków we Florencji ( notabene będącym w przeszłości więzieniem). Do tego muzeum udałam się z rekomendacji mojej Giovanny, emerytowanej wykładowczymi na uniwersytecie. Wieczór spędziłam na spacerze z koleżanką. Udałyśmy się na wzgórze na Piazzale Michelangelo, gdzie miał odbywać Festiwal Lodów (Geloto Festiwal Europa). Stamtąd też rozciąga się przepiękna panorama miasta. Spędziłyśmy trochę czasu przy słonecznej pogodzie w Ogrodach Różanych, gdzie spotkałyśmy prawie całą moją grupę.

Wieczorem rozstałyśmy się w centrum miasta. Ja tradycyjnie ruszyłam w długą drogę powrotną do domu. Przystanek w ulubionej restauracji i późnym wieczorem doszłam do pustego domu. Gospodyni też miała wychodne.

Pozostała sobota i kolejne wrażenia, bo zapisałam się na wycieczkę po Toskanii.

Rankiem z przygotowaną trasą dojścia do punku zbiórki udałam się przez miast. Ostatecznie mapa Google mnie podprowadziła, bo jakoś plan „diabli wzięli”. Wyruszyliśmy niemal punktualnie. Trasa wiodła przez miasteczka San Gimigmano, Monteriggioni, lunch w winiarni Chianti no i zwieńczeniem było zwiedzanie Sienny. Cała wycieczka była taką wisienką na torcie, bo po poznaniu przepięknej Florencji, zobaczyłam też równie urokliwą Toskanię.

Wróciliśmy późną pora. Ja zmęczona udałam się w stronę mojego domu, by po raz ostatni zawitać do restauracji i zamówić kolejne pyszne danie. Potem powrót, wieczorne pakowanie się i plan na następny dzień powrotu.

Niedziela miał być zaplanowana, ale wyszło inaczej. Na szczęście wszystkie punkty zaplanowane zgodnie z rozkładem, no może prawie, bo lot był opóźniony jakoś udały się.
Tydzień we Florencji to zdecydowanie mało. Polecam i te przepiękne miasto, i kurs w Europass „Life coaching for teacher: happy teacherd for better students”.

Galeria Bożeny: Florencja